• Wpisów:22
  • Średnio co: 30 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 18:38
  • Licznik odwiedzin:4 165 / 701 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie wiem czy ktoś tu jeszcze wpada, ale postanowiłam cos tu napisać. Dawno nic tu się nie pojawiło, chyba po prostu pisałam tu kiedy było mi bardzo źle, a teraz jest lepiej.
życie....
Pozdrawiam wszystkich, nie wiem czy coś tu jeszcze dodam
 

 
Kultura jest cool, czyli o...... tym jak wyjść z opresji przy świątecznym stole

Imieniny cioci, Wigilia u babci, rocznica ślubu rodziców, czy wreszcie Wielkanocne śniadanie- co łączy te wydarzenia? Wielu gości przy rodzinnym stole, a razem z nimi mnóstwo niewygodnych pytań, na które nie masz ochoty odpowiadać… Są przecież tak nietaktowne...
Rodzinne rozmowy dotykają różnych tematów: pogody, stosunków USA- Polska, planów na wakacje, czasem (o zgrozo!-polityki), ale niekiedy nasi kochani członkowie rodziny stawiają na tapetę Ciebie i Twoje prywatne (czasem nawet bardzo!) sprawy. Ot tak wydajesz się im interesujący, a Twoje sprawy zaczynają mieć olbrzymie znaczenie dla podtrzymania ciągłości Twojego rodu. Zostajesz postawiony w krzyżowy ogień pytań, co z tego wyniknie? Nie uzyskanie takich informacji byłoby osobistą porażką rodzinną Twojej cioci, babci i ciotecznej siostry żony wujka...

Ciekawym sposobem na wyjście z sytuacji z twarzą jest narzucenie swoich reguł. Łatwo powiedzieć- ale jak to zrobić, kiedy kolejny raz ciocia wypytuje o Twoje osobiste( tak bardzo zawiłe) relacje z Twoją drugą połową, a jeśli jej nie masz , to powodu tego jakże niechlubnego faktu. Wyjściem z opresji może być drastyczna, choć zarazem dyskretna zmiana tematu. Jeśli naszą hipotetyczną ciocię interesują „twoje sprawy” to Ciebie ma przecież prawo zainteresować przepyszna pieczeń albo niezwykły karp. To niż zdrożnego, że akurat w tym momencie. Możemy też wykorzystać naszą znajomość chociażby jednego z członków rodziny. Wiemy, że wujek lubi rozwodzić się nad swoją podróżą do Amsterdamu- zapytajmy go o to, pociągnijmy wątek, a szansa, że po takim wykładzie niezbyt taktowne pytanie „ulubionej cioci” padnie ponownie zostanie zminimalizowana. Albo po prostu- powiedz, że nie odpowiesz na to pytanie, gdyż to trudne, skomplikowane i zawiłe…
Wyjść jest kilka. NAJWAŻNIEJSZA jest przede wszystkim KULTURA, bo żadna awantura w tym szczególnym dniu nikomu nie jest potrzeba. Zadbajmy o to, nawet jeśli przyszliśmy tam tylko zjeść

No i jak tam?
 

 
Tak, wiem stanowczo za rzadko dodaję wpisy, choć mam tak wiele różnych spraw do skomentowania. Ale... to nie tylko moja wina Czasami ten oto portal po prostu mi to uniemożliwia. To bywa na prawdę wkurzające, kiedy masz natchnienie, czas i ciekawy pomysł, a twoje plany weryfikuje jakiś internet. Ale dzisiaj chyba wyszło (nareszcie), tak więc tak łatwo się nie poddamy

Muszę Wam powiedzieć, że dostałam zlecenie na nowy artykuł do szkolnej gazetki. Ma on dotyczyć niewygodnych pytań przy rodzinnym stole... Nie jest to mój wymarzony temat, ale pewna koncepcja powstaje. Macie jakieś ciekawe pomysły, aluzje? Na pewno się przydadzą Może jakieś doświadczenia, bo ja raczej tak bardzo wścibskich cioć, babć czy ciotecznych sióstr żony wujka nie posiadam

P.S. Pamiętajcie, że jeśli coś wam się podoba, to szybko to rezerwujcie, kto pierwszy ten lepszy działa nadal... nawet w gazetce szkolnej
---#adelanteradzi
  • awatar Tęczowe marzenia ♥: ja tez nienawidze jak pinger nie działa ;_; >.<. hmm ... np. nie wygodnie pry stole jest rozmawiać o polityce i religi...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Każdy z nas pragnie szczęścia. Chcielibyśmy, aby wszystko toczyło się po naszej myśli, abyśmy osiągali sukcesy, aby otoczenie i atmosfera były przyjazne, aby ludzie nas lubili, zauważali, szanowali...


Tak, ja mam szczęście. Wszystko raczej mi sprzyja, nie mam pecha, czy jakiś zatrważających kłopotów we wszystkim za co się zabiorę. Dokucza mi tylko ostatni składnik szczęścia, jaki wymieniłam, a właściwie jego brak.
Może przesadzam, dramatyzuję, ale czasami czuję się samotna. Mam grupę najbliższych mi, ale czasami czuję, że nikt mnie nie rozumie.

Nie należę do tych, co się narzucają, zabiegają o czyjeś względy, nie dają komuś spokoju. Nie zwracam się do kogoś, jeśli nie widzę, że tego chce. Potrzebuję jakiegoś znaku, wtedy jest mi łatwiej... Ale mało kto daje takie znaki, więc...
Swoją drogą to totalnie niesprawiedliwe, że wystarczy być chamskim, nie mieć ogródek, robić z siebie idiotę i już jesteś popularny- budzisz podziw. NIE, ja nie umiałabym wrzasnąć na pół klasy w czasie lekcji do kolegi, żeby zamknął się (to było trochę dobitniej).
Kto nie chciałby być popularny, ale aż tak to ja nie potrafię

Może wynika to z tego że dążę do zbyt przesadnego obrazu doskonału, którym nie jestem, ale komuś łatwo to wmówić...

Taka tam skomplikowana ja...
Okażcie wsparcie....
  • awatar nadzia ♥: Również czuję się samotna pomimo osób, które na co dzień mnie otaczają. Nikt nie potrafi mnie zrozumieć, a ja nie potrafię zrozumieć ludzi za ich chamstwo, egoizm, fałszywość itd. Chyba nie nadaję się do życia w XXI w. :(
  • awatar Bezpośrednio: Wg mnie szczęście nie polega raczej na posiadaniu tego, czego chcemy i unikaniu przykrości... :). Wydaje mi się że najlepiej jest znaleźć równowagę, ci co drą paszczę na pół klasy to dość skrajny przypadek :P. Tak jak moja poprzedniczka powiedziała. Ale czasami warto jest wyjść ze skorupy i zagadać, zamiast obserwatorem stać się inicjatorem zdarzeń :). Nie bać się być sobą (przynajmniej przed tą grupą ludzi, którzy wg Ciebie są w porządku)
  • awatar Ruivana'93: W szkole byłam taka sama, z biegiem czasu nabierzesz pewności siebie, a ci na siłę popularni to najczęściej zakompleksione dzieciaki, które grają rolę mega wyluzowanych, mających na wszystko wyjebane dorosłych, są śmieszni ;) Bardzo dobrze, że się nie narzucasz, nie warto :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Polacy zostali poddani eksperymentowi. Może nie wszyscy, ale warszawiacy. Jak zareagowali na marznącego chłopca siedzącego na ławce?
Hm, odpowiedź jest jedna- różnie. Wprawdzie autor filmu pokazał wspaniałe gesty, ale ile osób musiało się przewinąć, żeby można było coś takiego zarejestrować?
Czym wytłumaczy się ta starsza pani, która nie zrobiła nic oprócz głupiego spojrzenia? Czy przez swoje zabieganie zauważamy coś wokół siebie?
Nie wiem co zrobiłabym na ich miejscu. Nie znalazłam się w podobnej sytuacji. Łatwo mi ich ocenić, ale czyny są ważniejsze od słów.
Dobrze, że zorganizowano ten eksperyment, może on nas czegoś nauczyć.... Znieczulicę się leczy.

PS. Zastanawiam się tylko, czy sytuacja wyglądałaby podobnie w innych częściach naszej Polski...
  • awatar nadzia ♥: Widziałam ten eksperyment jak puszczali go w tv. Myślałam, że w naszym kraju nie ma aż takich znieczulic, najwyraźniej byłam w błędzie ;/
  • awatar Ja i moje życie ♥: Jednak więcej, ale i tam mało.
  • awatar Ja i moje życie ♥: Świetny eksperyment, ale dziwi mnie to ile ludzi przechodziło się po tym chodniku, a tylko 2 panie coś w ogóle pomogły.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hejo! Cieszę się że wreszcie zdobyłam się coś tutaj napisać, bo o natchnienie ostatnio było trudno. Kiedy masz coś w głowie ,nie zawsze przelanie tego na wirtualny papier jest takie łatwe
Ostatni tydzień zaliczam do tych nawet do zniesienia, ale tylko dlatego że taka wolna środa powinna być w każdym tygodniu. Uważam, że tak byłoby....lepiej

Nawiązując do tytułu... Tak, często mylą mnie moje pierwsze wrażenia, moje teorie i punkty widzenia. Detektywem nie będę. Moje łączenie faktów bywa zbyt odważne i śmiałe

Nic nie jest takie jakie się wydaje? Poniekąd tak.
Ktoś sprawia dobre wrażenie? Zaczynasz go lubić? Super, ale wcale nie musi taki być. Z upływem czasu zaczynasz go z trudem znosić...

Posłużę się wnioskiem po przeczytaniu "Papierowych miast". Ta druga osoba nie jest twoim wyobrażeniem o niej, tylko sobą. Wyobrażenia mylą. Tak trudno ocenić kogoś kogo się nie zna...

A ja? Wspominałam, że po Sylwestrze ludzie przesiedli się w kościele z pierwszej do ostatniej ławki, bo pewnie było pite. A okazało się, że nie odpaliło im auto i spóźnili się, więc usiedli z tyłu. Moje teorie... Nie będę już tego komentować
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Z racji tego, że 2015 rok przeszedł do historii to przyjmijcie ode mnie najlepsze życzenia. Zdrowia, szczęścia, pomyślności, ale przede wszystkim radości i optymizmu, bo to one pozwalają nam wciąż iść naprzód. Wytrwałości w postanowieniach w tym nowym roku!

Ja zwyczajnie bym chciała być szczęśliwa. Bardziej otwarta, otoczona fajnymi ludźmi, nie musząca niczego udawać, a książę też by się przydał

Mój Sylwester? Jakoś we cztery osoby dałyśmy radę. Zmęczyło nas ciągłe skakanie od Tvp2 przez polsat po TVN, toteż Pretty Woman było idealnym rozwiązaniem. Tak sobie do 3 wytrzymałam, dłużej nie dałoby rady bo sen jest jedną z tych rzeczy którą ciężko okiełznać i wyjść zwycięzcą A dziś? Głowa mi pęka i jestem przeziębiona. Czemu? Przecież nic pite nie było


Tak całą sytuację posylwestrową skwitował kabaret Smile. Znają się pewnie na rzeczy
Ale ja z własnych spostrzeżeń potwierdzę, trochę ludzi z kościoła wymiotło. Dzieci same bez rodziców, ludzie przesiedli się z pierwszej ławki do ostatniej. Oj, było pite
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tak więc już po Świętach. I co? Żyjemy dalej, ale czy te Święta to było coś więcej niż kilka dni wolnego i okazja do biesiady? Pewnie tak, ale nie dla wszystkich. Czy od jutra coś się zmieni? Wątpliwe. Ale mimo wszystko to coś wspaniałego przeżyć choć tak krótki, ale jednak czas, kiedy nienawiść schowała się gdzieś w zakamarku.
Czas, kiedy tv przestaje obrażać, kłamać i robi to tylko dlatego, że większość ciała dziennikarskiego jest w domu i świętuje.
Czas kiedy w telewizji puszczane są filmy, które nadają się tylko na 2 dni w roku, a w większości tytułów dominuje Mikołaj.

Fajnie przeżyć czas kiedy odżywają jakieś zasady. Domownicy zaczynają rozmawiać, a nie wzajemnie wydzierać, świat jakoś tak pięknieje. Świąteczny klimat ociepla atmosferę, bo przecież nie wypada robić wielu rzeczy w ten świąteczny czas. Myślałam, że stwierdzenie Magiczne Święta to fikcja, ale jednak nie
 

 
Ostatnimi czasy( prawie 2 tygodnie temu) przyjechały w nasze okolice ciężarówki coca coli a razem z nimi wiele innych atrakcji. Cóż z tych atrakcji, skoro skorzystanie z nich graniczyło z cudem ze względu na przerażającą długość kolejek. Zajrzałam tylko co tam jest, i to by było na tyle. Fotobudka, fabryka prezentów i puszek ominęła mnie bokiem.
Ale zrekompensował mi to świąteczny koncert Arki Noego, uczestników the voice od Poland i Margaret. Arka- super, wszyscy znamy ich wspaniałe utwory, fajnie było ich zobaczyć. A co do uczestników voice mam mieszane uczucia. Z jednej strony ze względu że liczyłam na obecność Krzysia Iwaneczki i się nie doczekałam, a z drugiej że niestety sprawiali wrażenie tak zestresowanych, że zapominali tekstu.
Maciek Grenda--- więcej mówił niż śpiewał
Julka Bogdańska--- zestresowana do granic
Piotr Tłustochowicz--- mój idol, był cudowny
Marcin Czyżewski--- podobał mi się

Koncert Margaret był dobrym zwieńczeniem wieczoru. Nie sądziłam, że jest ona tak energetyczna. Uwielbiam jej utwory Bawiłam się świetnie.
Na koniec oczywiście utwór Coraz bliżej święta i wieczór przeszedł do historii.
Tak, to był niezapomniany moment

Muszę jeszcze dodać, że Tomek Kammel i Maciej Musiał wyglądali bosko, ale jeśli chodzi o prowadzenie to wolę Tomka

Wesołych Świat!
 

 
U mnie trochę z tym średnio. Wprawdzie choinka od 2 godzin stoi, to jednak z prezentami nie poszło tak dobrze. W moim domu nie ma tradycji obdarowywania się wielkimi podarunkami, ale jakieś drobiazgi powinnam jednak kupić. Coś może wymyślę

Jak już jesteśmy przy prezentach to pociągnijmy ten wątek.
Znalazłam bardzo ciekawy raport na ten temat. Według niego najczęstszymi prezentami są kosmetyki, perfumy, książki, odzież, płyty, słodycze
To by się zgadzało w moim domu, ale że u wszystkich ?
Najciekawsze jest jednak to, że 60% Polaków nie wie co kupić, a aż 72% nie ma pewności czy dokonało dobrego wyboru. Nasi bliscy są przecież wyrozumiali, czym tu się stresować?
Stresujemy się też zbyt długimi kolejkami do kasy.
Straszniejsze rzeczy są na tym świecie...

PS. Następny wpis o koncercie coca-coli.
  • awatar Anorelia: *@Adelante:* Nie ma co planować tylko brać się od razu za ćwiczenia. : )
  • awatar nadzia ♥: U mnie brak choinki i brak pomysłów na prezenty xd
  • awatar lalalady: Masz rację. Nikt teraz nie myśli o tym, żeby sprawić komuś radość! :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Bardzo się cieszę, że odwiedzacie mój blog, ale bardzo proszę zostawcie coś po sobie. Może być nawet jeden, każdy miły komentarz mnie odbudowuje.

Ostatnio moje samopoczucie poprawiło się. Zrozumiałam, że nie zależy ono od otoczenia, ale od mojego postrzegania rzeczywistości. Nie ma powodów do nadmiernego zamartwiania się. O, proszę jakie właściwe wnioski potrafię wysnuć po fakcie. Typowa Polka- mądra po szkodzie

Czy ktoś byłby chętny przeczytać moje wrażenia z koncertu coca-coli ?
Mimo wszystko i tak następny wpis temu poświęcę
  • awatar Bezpośrednio: Z tym samopoczuciem to prawda :) zdarza się, że jesteśmy zmęczeni po trudnym dniu i przez to siada nam humor, a my niepotrzebnie doszukujemy się jakichś innych powodów :)
  • awatar creative30: ładnie u Ciebie zapraszam do mnie
  • awatar Un'Altra Vita: Więc jestem sprawcą Twojego uśmiechu ;) Napisz o tym koncercie, chętnie przeczytam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Moje serce pragnie spokoju. Nie mam siły. Przebywanie kilka godzin z osobami, które sprawiają że czuję się źle nic nie polepsza. Czuję, że najlepiej byłoby mi siedzieć w domu. Wpadłam chyba w jakiś dołek. Trzeba się pozbierać. DAM RADĘ!

Miałam dziś szkolne Mikołajki. Uważam, że jesteśmy już trochę za " duzi" na takie rzeczy, ale to nie ja decyduję. Fajnie komuś sprawić radość, ale też fajnie zostać obsypanym słodkościami. Mam tylko pytanie: Kiedy ja to zjem>?

Ostatnio zagłębiłam się trochę bardziej w to blogowe życie i odkryłam mnóstwo wspaniałych blogów. Piszecie o wszystkim. Dla mnie interesujące jest wszystko co mnie nie dotyczy NA PRAWDĘ cieszę się że tu jestem!


 

 
Dopiero środa, a ja czuję się jakbym lewitowała. Niby jestem, ale jakoś wszystko jest mi prawie obojętne. Marze o weekendzie i o mnóstwie innych rzeczy, o których marzę zawsze, ale dzisiaj nie są na pierwszym miejscu.
Dziwne jest to, że w ciągu dnia mam mnóstwo pomysłów na wpis na blogu, zapisuję je nawet na kartce. Kiedy nadchodzi wieczór nie mam siły i ochoty nawet tego pisać. Ale....
obiecuję poprawę. Od czasu kiedy moja doba stanie się bardziej elastyczna. W każdym tego słowa znaczeniu
Ktoś może mi powiedzieć dlaczego kiedy odważę się zrobić coś nie w moim stylu to staje się to katastrofą?
Czuję się mniej więcej tak:

 

 
Intensywny ten ostatni tydzień... Od jutra nowe wyzwania, a mnie nurtuje wiele pytań. Może znajdę na nie odpowiedź? A może już znam, tylko nie chcę przyjąć do wiadomości? Poczekam i wkrótce się wam pochwalę.

Jeden komentarz pod moim ostatnim wpisem wywołał uśmiech na mojej twarzy. Napisałam,że moje życie jest tak samo monotonne jak wasze. Życzliwy odwiedzający zapytał skąd o tym wiem?
A ja tak właściwie to nie wiem, dzięki za oświecenie Nie ma co tak uogólniać. Nie wszyscy robią ciągle to samo. Szkoła, praca, dom. Cieszę się że nie jest tak źle jak myślałam

Dobry mem nie jest zły

Sorki za przekleństwo, jeż był zdenerwowany
  • awatar Your_Drug: Zapraszam do wzięcia udziału w rozdaniu na moim blogu: http://your_drug.pinger.pl/m/26902381
  • awatar Un'Altra Vita: Sympatyczny jeżyk, i niestety ma rację:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nawet nie wiecie jak byłam zaskoczona, kiedy weszłam na bloga. TYLE odwiedzin? Jak, skąd? Ale bardzo mi miło, że ktoś tu jednak wchodzi, bo to fajne uczucie kiedy kogoś interesujesz Bardzo Wam za to dziękuję!

Moje życie właściwie nie jest ciekawe, bo pewnie tak samo monotonne jak wasze, ale pamiętajcie, że nawet z najnudniejszego dnia warto o czymś napisać.
1) Mój artykuł wychodzi w następnym numerze gazetki"
2) Zostałam ( jak również kilka innych osób) publicznie za niego pochwalona
3) Byłam na pizzy

Jest jeszcze jedna rzecz o której chcę wam napisać. Mam w klasie bardzo nieśmiałą koleżankę ( bardzo, bardzo bardziej niż ja). Ma jedną wadę twarzy, która rzuca się w oczy, ale mi już teraz nie przeszkadza. Poza tym jest słaba w sporcie, ale w nauce nawet dobra. Rozmawiam z nią czasami, wobec mnie trochę się otwiera. Kiedyś na wf powiedziałam do nowo poznanych koleżanek, że teraz będzie masakra, bo wtedy ta nieśmiała miała zaliczać na ocenę odbicia. Jedna z nich zapytała mnie wtedy: "Też ciśniesz z niej bekę?"

Zaskoczyła mnie, ale ja odpowiedziałam, że nie, bo ze mnie też wielu mogłoby to robić.
Ona na to : " Masz rację, na każdego coś by się znalazło"

Cieszę się, że ktoś dzięki mnie spojrzy na robienie takich rzeczy z innej perspektywy, a może się ogarnie...
 

 
Zaintrygował mnie kilka tygodni temu pewien utalentowany pan, od wczoraj zwycięzca The Voice of Poland. Zaczarował mnie swoją aurą, tym co wokół siebie roztacza. MAGiK. Tak, to Krzysztof Iwaneczko. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz o nim usłyszę Cudo:
Moja siostra od wczoraj go uwielbia
Jestem zauroczona >
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Od września mam nowy przedmiot- wiedza o kulturze. Pani zadaje dość ciekawe prace do napisania. Nawet ją za to lubię ( oby jednak nie za często zadawała).
Moja koleżanka z ławki pierwszą napisała doskonale i dostała propozycję napisania artykułu do szkolnej gazetki. A ja, jak to ja, znam moje możliwości i razem z kolejną pracą też dostałam taką propozycję. Nie mogłabym przecież gorsza. Tak, między mną a koleżanką z ławki panuje chora relacja i wieczna rywalizacja. I tak to sobie już jest od kilku lat.

Ale najważniejsze, że artykuł już jest i wam go przekazuję jako moim recenzentom.
Miłego czytania

Dziki szał zakupów
Last christmas I gave you my heart but the very next day you gave it away…
Nie, nie spokojnie, jeszcze nie nadeszły święta, choć prawie wszystko wskazuje jakby zaraz miało to nastapić. Oświetlenie, choinki itd. Gdyby ktoś z nas usłyszał już teraz w sklepie zacytowany wcześniej przebój pewnie wyszedłby z niego, albo przynajmniej z siebie. Co jak co, ale akurat ten utwór zespołu Wham zachowajmy sobie na ścisły okres świateczny.
Większość sklepów tuż po Wszystkich Świętych zmieniło asortyment i zaczęło nas kusić pełnymi półkami bombek, świecidełek, gwiazdek i mnóstwem czasem znakomitych pomysłów na prezent. Wszystko świetnie, przecież będziemy tego potrzebować. Ale jak okiełznać w sobie zakupowego potwora? Jak nie wyjść ze sklepu obładowanym różnymi ozdobami, kompletnie zapominając o właściwym celu naszych zakupów? Jak wstrzymać się, kiedy wszystko jest takie piękne i uśmiecha się do nas mówiąc „kup mnie!”?
Zwykłe zakupy wiążące się z dużą potrzebą posiadania pewnej rzeczy są normalne, robimy je prawie codziennie. Jednak kiedy zakupy stają się reakcją na negatywne wydarzenia, dają poprawę nastroju i łagodzą napięcie, wtedy taką skłonność nazwiemy zakupoholizmem. Po raz pierwszy został on opisany przez psychiatrów prawie 100 lat temu, ale dopiero teraz przybiera na sile. Zakupy stają się konsekwencją braku umiejętności radzenia sobie ze stresem. Stają się słabością, a z czasem uzależnieniem, które wymaga terapii w specjalistycznym ośrodku. Głównym celem leczenia jest nabycie zdolności kontrolowania i racjonalnego planowania zakupów.
Brzmi strasznie, ale przedświąteczne zakupowe grzeszki to chyba jeszcze nie ten rodzaj słabości. Raz w roku można trochę zaszaleć, ale mimo wszystko życzymy UMIARU!
 

 
"Wymyślę się od nowa
Poskładam się inaczej
Ubiorę w nowe słowa
Najlepiej jak potrafię
Kilka zmian
I będę tym, kim będę chciał

Brak mi już powietrza
Brakuje w płucach tchu
Za długo czekam już na zmianę"

Powiem wam wprost. Nie jest mi dobrze ze sobą od dawna. A to włosy złe, ubrania złe, wzrost i tak na okrągło... Jak już coś zaakceptujesz, to pojawia się coś kolejnego... Matko!
Nie wiem, ale chyba każdy w wieku nastoletnim ma problem z wyglądem. Już to przeszłam, ale chciałabym lepiej i lepiej
Od pewnego czasu prześladuje mnie mania samodoskonalenia. Chcę zmienić siebie, aby inni widzieli mnie lepiej. Sama narzucam na siebie jarzmo, które czasem jest mi ciężko udźwignąć...
Pamiętam, że jak byłam mała i poszłam do szkoły to myslałam w kategoriach- jak już tu jestem to muszę umieć to wszystko. Nieświadomie taki maluch narzucił na siebie presję, która została mi do teraz. Naprawdę, nie wyobrażam sobie nie mieć czerwonego paska na świadectwie. Wiem, to chore

Jestem, jaka jestem. Raczej cicha, nie lubię zwracać na siebie uwagi, ale mimo to oczekuję popularności i grupki przyjaciół. Jakim cudem, jak boję się otworzyć? Jakiś paradoks...
Jak kończyłam gimnazjum myslałam- teraz będzie inaczej, ale no cóż,nie jest...
I chyba nie będzie...

A ja ciągle powtarzam, że jest mi doskonale wszystko jedno....
TAK, VIDEO gra mi w duszy
  • awatar sosna1432: podonie jest i u mnie... to się nazywa życie:(
  • awatar nadzia ♥: Cóż też jestem cicha i myślałam, że jak skończę gimnazjum, pójdę dalej to to wszystko się zmieni. Podbiję świat i będę mieć wielu znajomych. Niestety już studiuje i nadal nic się nie zmieniło, nic nie jest po mojej myśli. Często nawet nie mam komu się wygadać, a mam mnóstwo problemów. Nawet moje najbliższe przyjaciółki okazały się fałszywe i jestem już całkowicie sama :( Trzymam za Ciebie kciuki. Mam nadzieję, że skończysz inaczej niż ja :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Piszę ten post, a w telewizji ciężarówka coca-coli. Bardzo mi miło, ale do świąt jeszcze miesiąc. LAST CHRISTMAS chyba jeszcze nam nie grozi
Nie pisałam bo byłam ostatnio w stolicy. Z mojej strony odwiedzenie Warszawy można nazwać wyprawą- wyjazd 6 rano, powrót 1 w nocy, ale co tam lubię coś nowego zobaczyć Ostatnio Warszawę widziałam kilka lat temu i zapomniałam jak wygląda

Jako pierwsze zwiedziliśmy Muzeum Powstania Warszawskiego. Podobało mi się, ale dowiedziałam się niewiele więcej niż już wiedziałam. Jeśli chodzi o moje wrażenia to w całości zgadzam się z przewodniczką, iż najważniejszymi elementami tego muzeum jest jego serce- czyli ciągnąca się przez 2 piętra kolumna, która bije jak serce 63 razy na minutę ( mądrzy wiedzą dlaczego), po przyłożeniu ucha do niej można usłyszeć odgłosy miasta i walki oraz zbiór powstańczych opasek, z dokładnym opisem czyje są. Niektóre nadal z plamami z krwi. Oprócz tego duże wrażenie wywiera ogromny samolot, który zrzucał zasobniki oraz namiot, w którym znajdują się protokoły z ekshumacji zwłok z rzezi na Woli. To był chyba najbardziej druzgocący element wraz z filmem, którego fragment obejrzałam kompletnie zszokowana. Widziałam pana, być może Niemca, który nie był go w stanie obejrzeć do końca. Wtedy przeszła mi przez głowę myśl, że jeśli jest Niemcem to powinien się jeszcze bardziej wstydzić.

Sądziłam, że to muzeum jest jeszcze bardziej spektakularne, ale teraz po głębokich przemyśleniach, wiem że było warto je odwiedzić. Myślę, że gdybym nie znała jeszcze żadnych faktów z powstania byłabym w całości zadowolona. Było jak było, w tym sensie, że niektórzy niektórzy moi koledzy i koleżanki z klasy głęboko okazywali, że niewiele ich to interesuje. Tak, ja jestem porządna i wydaje mi się, że właśnie w takim miejscu mogliby okazać więcej kultury. To trochę straszne, że jedno młode pokolenie nie chce poznać i zrozumieć sytuacji w jakiej znaleźli się nasi rówieśnicy wiele lat temu.

Potem przybyliśmy do Arkadii- ogromnego centrum handlowego. Moje wrażenia- ogromny ból nóg

Wieczorem teatr Kamienica i spektakl Zazdrość. Polecam, wspaniałe aktorki Cały spektakl wytrzymałam, ale na końcu się rozpłakałam- ze śmiechu!




Najlepsza ta pani w czerwonym
 

 
Kiedy bardzo dawno temu zastanawiałam się nad nazwą dla bloga w mojej głowie była pustka. To musi być coś adekwatnego, ale dokładnie co?
Natchnienie zstąpiło na mnie na jednej z pierwszych lekcji hiszpańskiego. Pani przekazywała nam różne wartościowe rzeczy, aż dotarła do ADELANTE!
Może to dziwne, ale pierwsza myśl była taka, że to idealne na mojego bloga, który rodził się wtedy w moich myślach. Bezpośrednio przed rejestracją miałam wątpliwości, ale nad różnymi innymi hiszpańskimi słowami.
Postanowiłam jednak pójść za pierwszą myslą i tak powstał blog Adelante
Słowo naprzód wyraża wszystko co w moim życiu się dzieje
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
To mój pierwszy wpis, ale chcę zaznaczyć, że nie pierwszy blog. Poprzedni prowadziłam przez rok, a pasją do niego zaraziła mnie moja koleżanka, która zapoczątkowała nasz blogowy "life". Od roku już nie piszę, początkowo straciłam chęci, w sumie tez nie było o czym. Jeśli ktoś z was chciałby odwiedzić mój "stary blog" to z chęcią podrzucę wam linka. Zaznaczam, że dużo się od tamtej pory zmnieniło. Z mojej perspektywy był on trochę dziecinny, ale przyciągał pewną sumkę wiernych czytelników. Wiele mi dał
Do rozpoczęcia nowego bloga skłoniło mnie wiele spraw. Nie było to coś w stylu, muszę się wywyższyć czy pokazać swój luksus, bo nic takiego nie ma miejsca. Po prostu potrzebuję otworzyć się, komuś zwierzyć , podzielić refleksją.
Do tej pory mogłam to robić i nadal mogę w rzeczywistym życiu, bo mam komu, ale nie będę zawracać w błahostkami głowy siostrze, która ma nowy, studencki świat, który ją pochłania. Co zrobić kiedy najlepsza przyjaciółka czasami zachowywała się jakby nigdy nią nie była? Pisanie miałam rozpocząć od września- nowa szkoła, znajomi, ale nie wiem czemu tego nie zrobiłam. Miałam przecież różne mieszane uczucia.
Dzisiaj przyszło natchnienie, więc ROZPOCZYNAM!!!